Yakizoff
Scena teatralna

Teatr Krzyk,
Teatr Brama,
Teatr Małych Form Mieczysława Giedrojcia,
Teatr Studio Czyczkowy,
Teatr Arlet,
Teatr Dar,
Spektakl "Eros - pożądanie porządku , porządek pożądania"
w BCSK Yakiza

http://www.mmbydgoszcz.pl/1072/2008/9/30/
spotkanie-teatru-z-filozofia-w-magazynie
-prob-bezpsa?category=video
Spektakl pt. „Eros: porządek pożądania albo pożądanie porządku” na podstawie „Uczty” Platona
Magazyn Prób Bezpsa powstał w 2004 roku przy wsparciu Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy i Fundacji Kultury „Yakiza”. Grupę tworzą ludzie różnych profesji i środowisk, a także różnego wieku. Magazyn realizuje działania w obrębie szeroko rozumianego teatru (także teatru tańca, teatru ognia, pantomimy).Pierwszym większym przedsięwzięciem Magzynu był tworzony wraz z bydgoskim Teatrem Studio Czyczkowy „filozoficzny” spektakl pt. „Bezsennik Barnabera” (wg własnego tekstu). Korespondujące z „filozoficznością” owego debiutanckiego przedsięwzięcia zainteresowanie grupy Platońską „Ucztą”, na podstawie której powstał najnowszy spektakl „Eros”, pokazuje, że grupa idzie w kierunku „teatru filozoficznego” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Filozoficzność nie musi przy tym oznaczać powagi i naprzykrzającego się pouczania. Bliżej jej do śmiechu i ironii. Medium filozofii jest radość, błazenada i poczucie nieusuwalności głupoty, kryjącej się we wszelkiej „ludzkiej mądrości”. Platońskie dialogi – źródło filozofii europejskiej – są tego znakomitym świadectwem.…Dziwi nas jednak, że nie wiadomo dlaczego, ale teatralna inscenizacja dialogów Platona należy w dzisiejszych czasach do prawdziwej rzadkości. Tymczasem, jak powiada W.Jaeger, „żaden język ludzki nie może kusić się o to, aby środkami naukowej analizy czy też skrupulatnie wiernej parafrazy oddać w pełni to najwyższe objawienie Platońskiej sztuki i artyzmu, jakie staje przed nami w „Uczcie””. „Uczta” Platona przedstawia przyjęcie („sympozjon”) w domu poety Agatona. Są na nim różne znakomitości ówczesnych Aten. Pijąc i jedząc, postanawiają mówić o bogu miłości i przyjaźni – Erosie. Ustalają w tym celu kolejność wystąpień. Każdy z uczestników biesiady przedstawia inną teorię Erosa. Mowa jest zarówno o miłości heteroseksualnej, jak i homoseksualnej. Jakże dalekie są te poszczególne mowy od ideologicznych komentarzy naszych czasów. Z wielką lekkością, dystansem i humorem przedstawia Platon ustami swych bohaterów wieloznaczność sensu i pochodzenia pragnienia czegoś innego niż ja sam. Wszystkie zaprezentowane podczas uczty rodzaje miłości i ich geneza stanowią trwałą podstawę i niewyczerpany rezerwuar europejskiego myślenia o miłości. Wreszcie przychodzi czas na mowę Sokratesa. Przypomina on słowa wróżki Diotymy. W jej usta wkłada Platon opis stopni i porządku pożądania, którego szczytem jest „morze piękna”. Według klasyków myśli greckiej – Sokratesa, Platona, Arystotelesa czy Epikura – przyjaźń i miłość są podstawą życia społecznego i politycznego. Platon rezygnuje z prymitywnej psychologii i fizjologii miłości. Pragnienie dzielenia życia z drugą osobą ma podłoże czysto duchowe i dokonuje się ze względu na „pierwszy przedmiot miłości”, którym jest samo Dobro (Piękno i Prawda). To pragnienie zbliżenia się do owej ponadczasowej Idei widać już na poziomie miłości zmysłowej. Pragnienie posiadania potomsta czy pogoń za sławą mają swoje korzenie w owym tkwiącym w sercu człowieka pragnieniu wieczności. Większość ludzi poprzestaje na tym najprostszym sposobie realizacji wspomnianego pragnienia. Tymczasem Platon roztacza przed widzem kolejne szczeble drabiny miłości. Najwyżej znajduje się to, co wieczne i boskie. Ono jedynie jest w stanie w pełni zaspokoić człowieka.Nasza inscenizacja Platońskiego dialogu nie próbuje rekonstruować historycznych warunków i specyfiki tamtych czasów. Daleka jest też od patosu i czci dla wielkiego klasyka. Platon jest w naszych oczach pisarzem dramatycznym, który posługuje się zarówno elementami komedii, jak i tragedii. Czy miłość nie jest zarazem śmieszna, jak i poważna? Niewątpliwie jest tematem, który dotyka każdego z nas. Dlatego nie w realistyce czasów zamierzchłych, lecz przede wszystkim w sobie samych próbujemy szukać tego, o czym Platon mówi – i znajdujemy… Platon pokazuje, że i jak w ogóle można mówić o miłości, nie popadając przy tym ani w tani zachwyt, ani nie zniżając miłości do zachowań czysto seksualnych czy doznań psychicznych. Odpowiedzią na częstokroć dziś podejmowany w sztuce temat samotności i izolacji nie jest analiza psychologiczno-socjologiczna, lecz rozważania w obrębie tego, co duchowe. Chory jest duch, lekarstwem jest miłość. W kontekście odchodzenia coraz większej liczby osób od religii temu, co duchowe, przez ogół kojarzone z tym, co religijne, grozi ześlizgniecie się i skarłowacienie w tym, co społeczne, psychiczne lub cielesne. Platon podrzuca nam perspektywę, z której temat miłości, nie tracąc nic ze swej żywej erotyczności, powabu i kontekstu społecznego, porusza się całkowicie w granicach tego, co duchowe. Przy tym pokazuje on, że i jak można mówić o miłości niezależnie od wiary. Do tego potrzeba jest właściwa miara i styl.Naszym zwyczajem jest, że po przedstawieniu spotykamy się z widzami i prowadzimy rozmowę zarówno na temat teatralnej formy naszego spektaklu, jak i tego, o czym on właściwie jest. Ponieważ wśród nas jest obecny nauczyciel akademicki filozofii, możemy w sposób odpowiedzialny trudniejsze miejsca Platońskich rozważań uczynić bardziej zrozumiałymi. Rozmowa z widzami staje się przez to jakby żywym przedłużeniem spektaklu. Spektakl powstał dzięki wsparciu Urzędu Miasta Bydgoszcz.
Wysępują: Nastazja Puzinowska, , Jacek Puzinowski,Daniel Sobota czas trwania 30 min.
Ważniejsze pokazy spektaklu:
03.11.2007 Bydgoszcz
II Bydgoski Przegląd Teatrów Alternatywnych Alternator
29.12.2007 Wrocław
Przegląd teatralny Teatr Kalambur
13.04.2008 - Gryfino
4.Festiwal Intymnych Form Artystycznych „Eros i Thanatos”
17.04.2008 Bydgoszcz
Uniwersytet Technologiczno Przyrodniczy w Bydgoszczy "Święto uczelni"
23.04.2008 Bydgoszcz
Międzynarodowy Dzień Książki
Empik Bydgoszcz
23.05.2008 Toruń
Międzynarodowa Konferencja Filozoficzna
Uniwersytet Mikołaja Kopernika Toruń
20.06.2008 Bydgoszcz
Wyższa Szkoła Gopodarki
Jubileusz „verte” - magazynu internetowego poświęconego krytyce kultury
29.10.2008
Opera Nova
I Międzynarodowe Sympozjum rewitalizacja synagog i kirkutów
07.12.2008
Przegląd Katar w Toruniu
I nagroda
13.06.2009
ŻNIN
Ogólnopolski Festiwal Teatrów Pierwszy Przez Piąty "Coś"
I Nagroda
oraz
Nagroda Główna Forum Młodzieżowego
29.10.2009
"ÓW" Festiwal
Warszawa
23.11.2009
IV Przeglad Bydgoskich Teatrów Alternatywnych Alternator
28.11.2009
Lublin
Ogólnopolski Studencki Festiwal Teatralny Kontestacje
17.12.2009
Skierniewice
Tetr Realistyczny
POPRZEDNIA REALIZACJA ZESPOłU WE WSPółPRACY Z TEATREM STUDIO CZYCZKOWY
Czy lozko moze miec cos wspolnego z filozfia? Okazuje sie, ze bardzo wiele. Przekonuje o tym Daniel Sobota, autor sztuki Bezsennika Barnabera, z ktorym rozmawia Emilia Iwanciw.
Czyli fabula jest tylko pretekstem do rozmowy o filozofii?
Tak. Wlasnie taki byl zamysl, zeby widz, ktory obejrzy przedstawienie chcial filozofowac.
Barnaber szuka odpowiedzi na wazne egzystencjalne pytania i trafia do zakonu. Dlaczego akurat tam?
Bohater ma nascie lat. Jest w wieku, kiedy czlowiek zaczyna zadawac sobie wazne pytania. Dochodzi do wniosku, ze klasztor jest jednym z miejsc, w ktorym mozna znalezc na nie odpowiedz. Trafia do Bernardynow to jeden z najstarszych zakonow, a zarazem kolebka europejskosci. Branaber w zakonie poznaje Antoniusza dobrotliwego mnicha, ktory cala swoja przeszlosc zostawił poza murami klasztoru. Łączy ich to, że obaj znaleźli się tam w poszukiwaniu sensu i odpowiedzi na egzystencjalne pytania. Antoniusz ją znalazł.

A Barnaber nie?
Nie, bo on trafia w trzeci wymiar czasu.
Chwileczkę, bo nie nadążam. Chcesz powiedziedzieć, że dramat z podtekstem historyczno-filozoficznym przechodzi nam nagle w science fiction?
W żadnym wypadku. Nie ma to nic wspólnego z science fiction. Musisz wiedzieć, że mamy trzy wymiary czasu. Pierwszy to ten, w którym zaspokajamy swoje najprostsze potrzeby, takie jak np. jedzenie. W drugim wymiarze spełniamy swoje pragnienia i przyjemności. Na przykład to co robimy teraz - rozmawiamy o filozofii - rozgrywa się właśnie w tym wymiarze. Wreszcie trzeci wymiar w filozofii określa się mianem schole . To wolny czas, ale nie rozumiany w sensie dosłownym. On nie jest związany z zegarkiem. W tym filozoficznym rozumieniu wolny czas to wnętrze, moment wsłuchania się w siebie, wyrwania się z codzienności. Coś podobnego jak wyjazd na wczasy, ale znowu nie w sensie dosłownym.
Barnaber jest na takich wczasach.
Co jest najważniejsze w tej historii?
Łóżko.
Czy mówimy o scenografii?
I tak i nie. W średniowieczu łóżko było właśnie tym co nazywamy schole, czyli wolnym czasem. Ono jest najważniejsze w spektaklu. Cała sztuka opiera się na łóżku. To miejsce transcendencji, przekraczania siebie. Tam się rodzimy, umieramy, rozmnażamy, chorujemy, śpimy. Sen jest bardzo ważny, bo w nim przechodzimy do innego świata, odpoczywamy, wracamy do stanu sprzed organiczności. Tam doznajemy stanów ekstremalnych - cierpimy przez chorobę, ale też uprawiamy seks, więc doznajemy największych przyjemności.
Ono jest materializacją naszego wolnego czasu.
Łóżko odrywa nas od codziennej przyziemnej szarpaniny. I kto by przypuszczał, że to ma coś wspólnego z filozofią.
Łóżko oddaje nam wolność, oddziela od bezpośredniości i realizowania potrzeb. Poza nim jesteśmy ciągle zatroskani, zmagamy się z codziennym życiem, a w łóżku doznajemy przekroczenia. Dystansujemy się do tej prozaicznej szarpaniny, o której mówisz i powstaje szczelina – wolna przestrzeń pomiędzy mną, a moją codziennością. Ta szczelina to nasze wnętrze. Wsłuchując się w nie przestajemy być interesowni, zainteresowani fizycznym bytem, zrywamy z interesownością.
Przestajemy zaspakajać wyłącznie podstawowe potrzeby życiowe i zaczynamy myśleć wyższymi kategoriami.
Przyjmujemy postawę bezinteresowną, która pozwala nam nie tylko nieść pomoc innym, ale też kontemplować albo tworzyć sztukę. Z takiej postawy rodzi się też prawdziwa wiara i to nie taka, która sprowadza się jedynie do lęku przed piekłem. Ale jest też miłość. Także do sportu jako idei olimpijskiej. Mówię o tym, bo wczesna filozofia cały swój klimat czerpała właśnie ze sportu.
Sztuka jest osadzona w realiach historycznych. Czy bohaterowie posługują się współczesnym językiem?
Tak. Mówią normalnie, ale wygłaszają również kwestie filozoficzne.
Chcesz namawiać ludzi do myślenia filozoficznego?
Chcę wywołać refleksję, pokazać pewną drogę. Mój bohater – Barnaber wybiera poznanie filozoficzne. Chce poznać prawdę. Szuka jej w świecie abstrakcji, tak jak matematyk. Zadaje sobie fundamentalne pytanie: czym jest arche (początek)?

Czyli żyje w oderwaniu od rzeczywistości, tkwi w świecie abstrakcyjnych pojęć.
Tak. On zawiązuje intrygę przeciwko zwyczajnemu życiu, ale podczas poszukiwań nagle wszystko się zmienia. Przychodzi do niego zjawa – Gioconda. Dziewczyna przechodzi przez mury zakonu i zmierza na rynek. Jest neutralna seksualnie. Jak na obrazie da Vinci – wykazuje wręcz rysy męskie. Z seksem nie ma nic wspólnego. Symbolizuje pierwszy i drugi wymiar czasu. Personifikuje życie związane z potrzebami i przyjemnościami, z tym całym pędem, w którym jesteśmy zanurzeni. Giocondę widzi wyłącznie Barnaber. Antoniusz nie, bo jest jej w tym pokrewny. Barnaber przeciwnie - od przyziemnego życia odłącza się.
Czy Gioconda chce sprowadzić go na ziemię?
Próbuje. Mówi: Na za dużo ci już pozwoliłam? Wystarczy! Nie ma niczego poza życiem, nawet rozmyślania są zanurzone w życiu. Gioconda pokazuje, że nie można oderwać się od życia całkowicie. Gioconda podpowiada Barnaberowi, że to czego szuka może znajdować się w zwykłym porządku życia. O jednak nie odnalazł prawdy ani w porządku życia, ani na drodze czystego myślenia.
Więc co mu pozostało w tej sytuacji?
Będzie próbował znaleźć trzecią drogę. Ta droga to ironia. Barnaber pragnie przejść do poziomu codziennych zmagań, a zarazem pozostać bezinteresownym. Chce być maksymalnie zajęty codziennymi sprawami, a zarazem mieć wolny czas. Okazuje się, że to możliwe, bo wolny czas polega na nastawieniu do życia. Sądzę, że jest możliwe bycie naprawdę zajętym pracą, zaspokajaniem potrzeb, przyjemnościami, a zarazem posiadaniem wolnego czasu, czyli wnętrza.
To sposób na ocalenie współczesnego człowieka zagonionego codziennymi obowiązkami. I jak kończy się to przedstawienie?
Ostatnia scena nosi tytuł Rybia Amfiglipa. To święto na podobieństwo karnawału. Barnaber biorąc udział w tym święcie odnajduje wreszcie to trzecie wyjście. Karnawał, symbolizuje przemianę, która się w nim dokonała. Trzecie wyjście polega na dystansie i ironii. Nie można tkwić całkowicie ani w porządku bezinteresowności, ani w świecie potrzeb i przyjemności.
I taką myśl chcesz przekazać widzom?
Chcę pokazać, że człowiekowi jest potrzebny dystans do samego siebie i całej tej życiowej szamotaniny, walki o byt, interesowności, wyrachowania, koniunkturalizmu. Chcę pokazać, że istnieje szczelina, stan pomiędzy.
Może ta szczelina to po prostu refleksja?
Być może tak. Może to jest proste i chodzi mi po prostu o to, żebyśmy byli refleksyjni.
Rozmawiała Emilia Iwanciw
Samuel Beckett, Watt
występuje ALEKSANDRA KUGACZ reżyseria JERZY WELTER
Aleksandra Kugacz jest studentką filozofii na Uniwersytetecie Wrocławskim. Jest także aktorką bydgoskiego teatru Studio Czyczkowy. Monodram Watt przygotowała w 2004 roku. Pokazywała go w wielu miejscach w Polsce, zdobywając następujące nagrody:
− nagroda na Feta 2004 we Wrocławiu
− I nagroda na XXXIV Ogólnopolskich Spotkaniach Amatorskich Teatrów Jednego Aktora, Zgorzelec 2005
− wyróżnienie na XXXIV Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora, Wrocław 2005
− Grand Prix na XIV Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu KATAR'2005, Toruń
− wyróżnienie na IV Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego, Warszawa 2006
− Główna Nagroda Aktorska na XIV Płośnickim Lecie Teatralnym, Płośnica 2006
O spektaklu:
„Aleksandra Kugacz w przedstawieniu ‹‹Watt›› stworzyła niemal przezroczystą postać, w której powoli wykrystalizował się tekst o bohaterze nazwiskiem Watt, by przepłynąć przez nią tak, jak sama aktorka przepływa powoli przez scenę hipnotyzując widownię. Dużo tu emocji, ale zero krzykliwej ekspresji. Wiele ciszy, ale mnóstwo niepokoju wywołanego natręctwem powtórzeń, geścików, neurotycznych drżeń.” (A. Churski, Od bajeczki do Becketta, „EXPRESS BYDGOSKI”, 5 XII 2005)
"Precyzyjnie wyważony ruch Aleksandry Kugacz oraz ascetyczna scenografia – sprowadzona do prostego krzesła – wprowadzają widza w poetycki świat Becketta. Monologowi opartemu na cyklicznie narastającym i opadającym napięciu, towarzyszy systematyczne, powolne przemierzanie sceny. Gest, słowo, dźwięk sytuują grę na pograniczu transu i neurozy. Trudno nie ulec wrażeniu, że przez ciało aktorki przepływają falami kolejne partie tekstu, potęgując emocje, uderzając w publiczność z siłą, ale i z subtelnością, (...)" (M. Jasińska, M. Janowska, M. Kosakowska, Namacalna cisza, "Teatralny Informator Katarowy", 4 XII 2005.)
"Skromna i ascetyczna, przez co skupia uwagę Widza na sobie i tym, co ma do powiedzenia. Szalenie konsekwentna. Świadomie wykorzystuje podstawowe środki teatralne, czym sprawia, że jej monodram jest bliski ideałowi gatunkowemu." (wmk, Aleksandra K., gazeta festiwalowa 34 OFTJA, 17 XI 2005.)
Na wyróżnienie (…) zasłużyła delikatna, wyciszona Aleksandra Kugacz, studentka filozofii z Bydgoszczy, której mądrze z oczu patrzyło, gdy prezentowała fragment "Watta" Samuela Becketta w reżyserii Jerzego Weltera. (I. N. Czapka, Do trzech razy sztuka, „Życie Warszawy”, 11 IV 2006.)